książęcy błazen Gurgen Hinze

Dzisiaj ciekawa historia postaci z „Płyty błazna Hinze w kościele św. Marii Magdaleny w Sownie” (niem. Hinzendorf), pow. stargardzki. 

„Na tym samym sejmie, książę opowiedział, jak spotkał Clasa, swojego głupca, przedstawiając dla rozrywki krótką historię. Ten sam głupiec był z biednego stada gęsi, a pewnego dnia, gdy był w drodze do Friedriechswaldu ze swoją trzodą, łaskawy pan podjechał, będąc zniecierpliwionym biegającymi gęsiami po drodze, kazał chłopcu je zabrać, albo zabije je wszystkie. 

Łotr wziął łby gęsi za gardło, tak, że wisiały wokół jego ciała, z długimi szyjami, które zwisały tworząc krąg. Te wesołe przedstawienie tak się spodobało księciu, że od tego dnia uczynił z tego chłopca błazna. Gdy książę był ponury, to błazen pokazywał mu wiele sztuczek i grał zabawnie, by rozweselić swojego pana. Pewnego razu, gdy książę był obolały z powodu nie otrzymanego złota, z powodu sprzeciwu państwa, bardzo się zasmucił i konsultowano to ze wszystkimi lekarzami, ale nic mu nie pomogli. Lady Erdmuth powiedziała, że jeśli nie uda się rozśmieszyć księcia, to stan ten będzie trwał dalej. Potem łaskawa dama kazała chłopcu grać zabawnego błazna, który nie umiał swojego zawodu, a jeśli by nie rozśmieszył księcia, to po co miałby zostać na zamku. 

Tedy głupiec zebrał wszystkie książęce soldatesca i otrzymał od łask zgodę na ich przejrzenie. A potem nigdy wcześniej nie widzieli takiej dziwnej ewolucji, i tego w jaki sposób to wszystko przeprowadził, bo musieli robić wszystko, co on im kazał. A kiedy jego wysokość wyszedł, by na to spojrzeć, roześmiał się tak głośno, jak nigdy wcześniej, gdy był przez ów błazna rozbawiany. Wezwano księżną i również dla niej powtórzył swój eksperyment wiele razy. W wyniku tego ów głupiec otrzymał dobre miasto Butterdorf na swoją opłatę, a ów miejscowość zmieniła nazwę na jego cześć, nazywając się Hinzendorf , do dziś, bo on nazywał się Hinze. 
Jednakże Clas Hinze nie był w stanie wyleczyć do końca swojego pana, z gorączki, która zaatakowała go podczas sejmu w Wolinie, ani wszyscy lekarze ze Stettin, a nawet doktor Pomius, który został wysłany z Wolgast, przez jego matkę, starą księżnę. A że lekarz był małym pedantycznym, formalnym człowiekiem, to on i błazen zawsze kłócili się i warczeli na siebie. 

Pewnego dnia, gdy w Wolinie była słoneczna pogoda, książę wraz z kilkoma naczelnymi prałatami i wieloma arystokratami, wyruszył na spacer, nad brzeg rzeki, a błazen pobiegł za nimi. Doktor Pomius, który nigdy nie był w stanie uciec przed ów głupcem, przynajmniej próbował chodzić majestatycznie, przez cały czas gryzł kawałek cukru, bo nie mógł powstrzymać swoich usta ani chwili. 
Widząc swojego księcia, który właśnie zbliżał się do mostu, lekarz ruszył naprzód, z tyłu, w pośpiechu. Na ile było to zgodne z jego zgodnością, chwycił księcia za ogon płaszcza, cofnął go i oświadczył jemu:
– Nie wolno przepływać tobie przez tę wodę! Cała ta woda wsparłaby diabła w ów gorączce. 
Jednakże książę, który mówił po łacinie do swojego diakona z Colberg, zwrócił się do lekarza:
– Apage te asine! – ruszając na przód.
Tedy jeden ze szlachciców dał głośno tłumaczenie na korzyść innych, mówiąc:
– A to znaczy: Zacznij, ty ośle! 
Kiedy błazen to usłyszał, poklepał małego człowieka po plecach, krzycząc:
– Dobra robota osioł! I jest to twoja zapłata za wyleczenie naszego łaskawego księcia z jego gorączki. 

Głupiec tak pokrzywdził doktora, że on wypluł kawał cukru z wściekłości i próbował złapać błazna. Ale wtedy tłum śmiał się jeszcze głośniej, gdy Clas wskoczył na plecy starej kobiety, dając jej impuls żółtymi butami z jej boku, potrząsając czapką na głowie i dzwonkami do małego doktora, który nie mógł zbliżyć się do tłumu. Kobieta krzyczała i ryczała, a ludzie śmiali się, aż w końcu książę zatrzymał się w środku miasta, by zobaczyć, o co chodzi. 
Kiedy błazen to zauważył, to zeskoczył z pleców starej kobiety i zawołał do lekarza:
– Zobacz, jak leczyłem gorączkę naszego miłosiernego pana.
Potem biegł po moście, jak wiatr, chwycił księcia z całych sił i wskoczył z nim do wody. Teraz ludzie krzyczeli z przerażenia, tak samo, jak wcześniej z wesołości, że trzydziestu lub czterdziestu mieszczan, wraz z Marcusem Borkiem, pogrążyło się w wodzie, by uratować księcia, podczas gdy inni próbowali złapać błazna, grożąc rozerwaniem go na kawałki. To było radosne dla doktora Pomiusa, który wyciągnął nóż, mówiąc:
– Czy nie od razu skończyć walkę z tym łotrem? Oto nóż gotowy. 
Ale głupiec, który był silny i giętki, rzucił się na most i przykucnął między łukami, chwytając się belki, aby nikt tam nie odważył się go dotknąć. Książę został wkrótce wyniesiony na ląd, płonął gniewem, kiedy otrząsnął się z wody, krzyczał:
– Gdzie jest ten przeklęty głupiec? Groził, że odetnie głowę Daberowi, ale teraz należy zrobić to na poważnie. 
Tedy głupiec się ozwał, krzycząc spod mostu:
– Ho! Ho! Sądy są zamknięte. Wszystkie sądy są zamknięte! 
Tedy tłum tak się śmiał z serdeczności, że książę Johann jeszcze bardziej się rozgniewał, i kazał im przyprowadzić błazna martwego lub żywego. 
Słysząc to głupiec, podkradł się i zaskomlał w swoim niderlandzkim języku:
– Mój dobry Panie księciu, chwała Bogu, że kazaliście lekarzowi latać. Dam mu trochę pieniędzy na drinka, za jego podróż, a potem sam będę twoim lekarzem. Gdyż strach cię nie uleczył, świetnie, diakon, to on będzie twoim głupcem, a ja będę twoim diakonem, tak długo, jak pożyję. 

Jednał łaskawy książę nie miał już humoru do zabawy. Kazał zabrać błazna do więzienia i zamknąć go tam, albowiem gorączka rzeczywiście zniknęła, tak, jak jego wysokość dostrzegł radość, jednakże postanowił w zamian dać głupcowi porządnego stracha. 

Trzeciego dnia, po tym wydarzeniu, książę rozkazał go wyprowadzić i ściąć na rusztowaniu w Wolinie. Miał na sobie biały całun, otoczony czarną gazą, nad pstrokatą kurtką, zaś kapłan i melancholijna muzyka towarzyszyły mu przez całą drogę. Mistrz Hansen miał wskazówki, że kiedy głupiec usiądzie na krześle ze związanymi oczami, to on powinien tego błazna uderzyć w szyję kiełbasą zamiast miecza. Nikt jednak tego nie podejrzewał, a wielki tłum podążał za błaznem, aż do szafotu. Był i nawet doktor Pomius, który trzymał się blisko skazańców. Gdy głupiec minął dom książęcy, jego pan siedział przy oknie, a tedy błazen podniósł wzrok, mówiąc:
– Mój łaskawy mistrzu, czy to jest głupie, że grasz na mnie, czy to naprawdę?
Na co książę odpowiedział:
– Widzisz, że to wszystko jest na poważnie.
Zatem błazen ponownie się odezwał:
– Cóż, jeśli muszę, to muszę, ale pragnę jednego dobrodziejstwa! 
Kiedy jego obietnica została przyrzeczona do spełnienia, łotr, który nie zrezygnował z żartów nawet na drodze swojej śmierci, odpowiedział:
– Więc spraw, aby doktor Pomius był głupcem w moje miejsce, aby zobaczyć, jak on uczy się wszystkich sztuczek ode mnie – przylgnął do mnie blisko. 

Potem w tłumie rozbrzmiał wielki śmiech, a książę skinął ręką, by przeszli do szafotu. Więc biedny głupiec rozglądał się w każdej wolnej chwili, sądząc, że jego książę wyśle wiadomość do kata, by wstrzymać egzekucję, jednakże żaden poseł się nie pojawił. Potem drżał, jak liście osiki, bo chwycił go pan Hansen, położył go na krześle i związał mu oczy. Głupiec wciąż pytał się kata:
– Mistrzu, czy ktoś nadchodzi? 
– Nie! – odpowiedział kat.
Następnie odrzucił swój czerwony płaszcz i zamiast miecza wyciągnął wielką kiełbasę, ku wielkiemu rozbawieniu ludzi. Potem uderza tą kiełbasą głupca w szyję, a ten zsuwa się ze stołka, jak martwy, jak kamień, ze zwykłego strachu. Jakby jego głowa i ciało się rozdzieliły. Umarł ze strachu, trzęsąc się całym ciałem przed śmiercią. 

To smutne zakończenie poruszyło księcia do łez, wpadł w jeszcze większą melancholię, niż uprzednio, wołając:
– Biada! Niestety! Oddał mi moje życie przez strach, a ja jemu przez strach odebrałem jego życie. Ach! Nigdy nie spotkałem się z tak dobrym i wesołym głupcem! 

Następnie książę wydał wszystkim lekarzom polecenie, by spróbowali przywrócić go do życia, on sam stał przy nich, a oni oglądali błazna i czuli jego puls. Lecz wszystko poszło na marne, nawet doktor Pomius próbował swoich umiejętności, ale nic nie pomagało, więc książę krzyknął ze złością:
– Świetnie! Głupiec jednak miał rację, błazen powinien być lekarzem, bo wszyscy lekarze są głupcami! Precz z wami do diabła, z waszym bełkotem! 

Potem książę kazał umieścić błazna w dostojnej, czarnej trumnie i przewieźć go do jego własnego miasta, Hinzendorf, gdzie miał zostać pochowany, a nad jego grobem książę miał wznieść majestatyczny pomnik, na którym miał być przedstawiony biedny głupiec, wielki, jak wielkie było jego życie, z czapką i dzwonami, i z laską w ręku. Wokół jego talii miał być pas, z którego zwisało wiele gęsi, wszystkie cięte, jak życie, a u jego boku leżeć miała torba pasterza, u stóp, puszka piwa. Postać miała liczyć dwa cale długości i nad nią napis łaciński, a na każdym policzku wyryte jego inicjały: G. H., co w oryginale znaczyć miało jego imię Gurgen Hinze, a nie Clas. Po latach łaciński napis był prawie zatarty, ale początek był nadal widoczny, co znaczyło: „Caput ecce manus gestus que.” Oelrichs wnioskował, że całość była zapisana w heksametrach.”

książęcy błazen