Tysiące Polaków szuka w internecie szlacheckich korzeni lub pomocy w tworzeniu drzewa genealogicznego.

Każda wyszukiwarka na hasło „heraldyka” znajdzie setki odnośników. Większość z nich to płatne biura. Dzięki ich pomocy każdy udowodni, że jest szlachcicem, o ile nie arystokratą. Wprawdzie Stanisław książę Lubomirski uważa, że prawdziwa arystokracja to tylko ta, która jest w Almanachu Gotajskim, ale co to komu teraz szkodzi.

Znani w Krakowie artyści i właściele pracowni jubilerskiej, Wacek i Leszek Janiccy, twierdzą, że po sygnety z herbami przychodzą także ci, którzy własnych herbów nie mają i nigdy nie mieli – a teraz mieć będą, bo chcą.
– Pan cos wymysli na ten sygnet – mówi klient, wskazując na portfel.

Związek Szlachty Polskiej ([www.szlachta.org]) przypomina na swojej stronie, że herb, jako znak dziedziczony po mieczu – wykształcił się w Polsce około XIII w. Już wtedy, mimo zastrzeżenia, że herb przysługuje stanowi szlacheckiemu, krąg używających go stale się powiększał. Poczynając bowiem od XV w., prawo do herbu i godeł mieli wszyscy mieszkańcy miast i wolni chłopi. I w ten sposób staliśmy się krajem, gdzie szlachcic na szlachcicu mieszkał i szlachcicem poganiał.

Z intemetowej strony Związku Szlachty Polskiej jasno wynika, że nietrudno udowodnić, iż jest się szlachcicem.

Do szlachectwa można było dojść wieloma drogami:

1) prawe urodzenie w szlacheckim rodzie;
2) pozamałżeńskie, ale uznane;
3) adopcja;
4) nobilitacja przez króla;
5) indygenat, czyli uzyskanie szlachectwa RP dla cudzoziemców w wojsku (od 1775 r. indygent musiał wykazać się przynależnością do Kościoha katolickiego);
6) życie pod zaborami – zaborcy, na złość prawdziwym herbowym, hojnie rozdawali tytuły.

Tak było. A jak jest? Jeśli chce się dziś nabyć szlachectwo – wystarczy skontaktować się z biurem, które za odpowiednią opłatą wynajdzie nam stosownych przodków. Niewiele z nich napisze brutalnie: Przykro nam, ale nie jest pan szlachcicem, a pani szlachcianką – proszę zapłacić tysiąc złotych za nasz trud”. Każdemu coś się wynajdzie, w najgorszym razie mocno ugałęzione drzewo genealogiczne. Wsród biur heraldycznych, które chlubią się uczciwością znajduje się Biuro Heraldyki i Genealogii SARMATA z Grójca ([www.sarmata.com.pl]). Informuje ono, że ceny usług zależą od stopnia trudności:

  • krótka informacja o rodzinie i pochodzeniu, opis herbu i rodzin skoligaconych, prosty wywód genealogiczny i herb czamo-biały lub barwny, będzie nas kosztować 150-300 zł;
  • monografia rodu, tablice genealogiczne, wywiedzenie naukowych podstaw przynależności do szlachty i herb barwny – od 1000 do 3000 zł;
  • drzewo genealogiczne w dowolnej techniće (olej, kredka, pastele) – do 450 zł.

Pracę podejmiemy po przekazaniu zaliczki. Musimy jednak się poznać, wchodząc bowiem nierzadko w wewnętrzne sprawy Klienta, po miesiącach badań stajemy się jakby jednym z członków jego rodziny, bowiem niekiedy wiemy więcej niż on sam na temat rodziny” – czytamy na stronie biura. „Nie mieliśmy przypadku reklamacji. Dodajemy, że istnieje możliwość dokonywania wpłat ratalnych, w ratach o różnych wysokościach i terminach. Nikt od nas nie wychodzi bez satysfakcji”.

Wychodzę z satysfakcją i zaglądam do innego internetowego biura, którego właściciel prezentuje się na stronie w zachęcającym stylu: Biuro Koronne Heraldyczno–Genealogiczne GRAF ([www.herold.w.pl]). Nazwa zobowiązujaca, więc i ceny wyższe:

  • monografia rodu, udowodniona przynależność do stanu szlacheckiego, opis herbu i rodzin skoligaconych, wywód genealogiczny z liniami bocznymi, herb czamo-biały lub kolorowy, twarda oprawa ze złotymi literami – od 2000 zł do 3000 zł;
  • zwykłe drzewo genealogiczne – 590 zł;
  • drzewo genealogiczne wykonane w oleju 800-1000 zł;
  • portret własny lub przodków z herbem rodowym w gómym rogu – cena do ustalenia (artysta nie podany).

Najtańszy jest herb rodowy w dowolnej technice graficznej – 450 zł; bo już za herb na desce, metalu i szkle zapłacimy od 700 do 900 zł.

Jeśli nie zamierzamy inwestować w nasze szlachectwo – należy wybrać w sieci stronę www.przodek.pl. Jej autor Tomasz Bębenek proponuje, abyśmy sami zajęli się naszą genealogią i oferuje odpowiednie programy, które możemy załadować na własny komputer. Portal Przodek oszczędzi nam czasu (i pieniędzy), gdyż – za darmo – daje linki do stron przydatnych w poszukiwaniach, w tym także linki do tych rodzin, które już chwalą się w sieci wirtualnym drzewem. Ba, znajdziemy adresy ochotników, którzy gotowi są pomóc, też za darmo – bo oni to po prostu lubią i umieją.

O rosnącej modzie na szukanie własnych korzeni – lub dowodów prawdziwego bądź urojonego szlachectwa – niech świadczy fakt, że www.przodek.pl  zarejestrował ok. 20.000 darmowych kont i ponad milion wizyt.

No cóż, idzie zima. Zamiast w plener, możemy ruszyć na wyprawę w głąb wlasnej rodziny. Byle wrócić z niej z dobrym samopoczuciem.

(dziadek autorki twierdził, że rodzina jest szlachtą herbu „Halka”. Ponieważ halka kojarzy jej się wyłącznie ze spodnią bielizną – nie wszczyna poszukiwań)

źródło: Dorota Terakowska: ‚Wszyscyśmy szlachcicami’, Przekrój, Nr 45 (5 listopad 2000)