Scypion Bielinowicz

Głównym bohaterem tego wspomnienia jest Scypion Bielinowicz. Niestety nie zachowała się żadna fotografia Stasi Bielinowicz z domu Żejma, ani jej męża Gustawa (nie jestem pewna jego imienia). 

W „Dziennikach” Marii Dąbrowskiej jest taki zapis:

„(…) Z Rosji przyjechała rodzina wuja Marianowego, śp. Pułkownika rosyjskiego Tadeusza Żejmy – żona, syn marynarz, córki dwie: Irena i Stanisława, ta ostatnia wdowa z trzyletnim synem.

Notatka jakich wiele w zapiskach Marii Dąbrowskiej. Dla mnie ciekawa, bo dotyczy mojej bliskiej rodziny. Otóż – syn Tadeusza Żejmy,  marynarz  – to Wacław Żejma późniejszy komandor marynarki wojennej.

Scypion Bielinowicz
Wacław Żejma

Irena – to moja babcia po mężu Grabowska, Stanisława, siostra Ireny – to wdowa po Gustawie (?) Bielinowiczu.

Scypion Bielinowicz
Irena Grabowska
Scypion Bielinowicz
Wacław Żejma i Irena Grabowska

Wacław Bielinowicz, jej trzyletni wówczas syn, to późniejszy marynarz w stopniu kapitana, początkowo w marynarce wojennej (rok 1939 ORP Jaskółka – zastępca dowódcy okrętu) po powrocie z obozu jenieckiego w Oldenbergu pływał w marynarce handlowej.

Scypion Bielinowicz
Wacław Bielinowicz

To wśród pamiątek po nim została znaleziona fotografia Scypiona Bielinowicza herbu Belina.

Scypion Bielinowicz

Scypion Bielinowicz

Wrzucenie nazwiska Scypiona Bielinowicza w internetową wyszukiwarkę zaowocowało ciekawymi informacjami. Pierwsza, chyba najważniejsza to ta, którą otrzymałam z Witryny iwienieckiej pod auspicjami Towarzystwa Rodu Plewako. Dzięki uprzejmości panów Stanisława Plewako i Leonida Benedyktowicza otrzymałam wydruk z wywodem szlachectwa rodu Bielinowiczów od Piotra Jana, który w roku 1632 podpisał elekcję króla Władysława IV. Wśród jego późniejszych potomków znajduje się Scypion Aleksander Bielinowicz, syn Cypriana, ochrzczony 1 października 1823 roku w mińskim Kościele Katedralnym. Miał stopień porucznika, był inżynierem i właścicielem majątku Olesino.

Jego żoną była Michalina Korbut, z którą miał trzech synów – Bolesława Cypriana (1859), Olgierda Zachariasza Juliana (1862) i Zelisława Jana Mariana (1864). Zelisław lub Żelisław – imię często powtarzające się wśród Bielinowiczów. Prawdopodobnie ma to związek z protoplastą rodu i legendą herbową, która głosi, że Żelisław, syn Żelisława Jastrzębczyka stracił w boju rękę. Zemścił się zabijając tego, który mu ją obciął.

Pora wrócić do Scypiona i kolejnych informacji z internetu. Druga z tych najciekawszych była dla mnie początkowo niezrozumiała, bo wskazywała mi książkę, a konkretnie na książkę autorstwa Juliana Floriana Horaina (1821 – 1883) „Z życia poety: Wspomnienie o Władysławie Syrokomli” wydanej we Lwowie w roku 1886. Ponieważ dysponowałam czasem i nie miałam nic do stracenia postanowiłam tę kilkudziesięciostronicową pracę przeczytać. I cóż się okazało? Pośród pięknego opisu zawarcia znajomości i późniejszej przyjaźni z Władysławem Syrokomlą, a właściwie Ludwikiem Kondratowiczem, autor wiele miejsca poświęca swojemu przyjacielowi Scypionowi Bielinowiczowi. Pozwolę sobie na przytoczenie dwóch fragmentów, bo smakowite są bardzo.

Rozdział „Na jednym wózku z poetą”

„… Ja i moi przyjaciele osobiści, Mieczysław Ślizień i Scypion Bielinowicz, byliśmy gospodarzami na tym improwizowanym wieczorze literackim (…) Bielinowicz odśpiewał z towarzystwem fortepianu, który na ten wieczór osobiście sprowadziłem, kilka ballad Mickiewicza z muzyką Moniuszki. Jednym słowem zabawa się udała, a Syrokomla podziękował za ugoszczenie następującym toastem:

„Szczęśliwy, kogo wianek bratnich dusz otoczy
Jak mnie dziś przechodniu, u brzegów Świsłoczy
W pośród was przepędzone błogosławię chwile
Za kilka marnych pieśni, mam bratnich serc tyle
Dziś zaciągam powinność względem was swojacy
Do gorętszej miłości i gorętszej pracy
O!. bodajbym ją ziścił, i w godnej postaci
mógł czynem podziękować mej litewskiej braci
Bo dziś przy twym stole gościnny Julianie
Serce moje zaledwie rozrzewnić się stanie
Pierś zaledwie na słabe zdobędzie się tony…
Niech żyje nasza Litwa i mój Mińsk rodzony!”

Współcześnie z nocą zakończył się ten pierwszy wieczór literacki wydany dla Syrokomli. Niestety! ja pierwszy dałem początek – później to weszło w modę. Nazajutrz mieliśmy podobny wieczór u „Hapona”, pojutrze u Scypiona Bielinowicza; a następnie, gdziekolwiek tylko się pokazał serdeczny lirnik litewski (…) wszędzie go z zapałem przyjmowano, ugoszczono, pojono…

Rozdział „Pod jednym namiotem z poetą”

„… Ale czekała nas jeszcze większa niespodzianka; kiedyśmy byli zajęci nabieraniem pieczystego, okazał się we wrotach odryny nowy gość. Był to mężczyzna średniego wzrostu, w myśliwskich za kolana butach, z flintą przewieszona przez plecy, w letnim słomianym kapeluszu – ale panamskim. Mając wzrok zawsze słaby, zacząłem się przypatrywać i postąpiłem dla powitania.- Boże dopomóż! – ozwał się zmienionym tubalnym głosem przybyły. Po głosie dopiero go poznałem. Był to mój serdeczny od szkolnych ławek przyjaciel Scypion Bielinowicz. Rzuciliśmy się w objęcia.- Scypionku! Zkąd się tu wziąłeś? – mówiłem, ściskając go i całując – jakież bogi tu sprowadziły?… Jakiś ty dobry i poczciwy. Jak tu trafiłeś? – Potem o tem. Ale dajcie mi prędko jeść, bom głodny jak wilk – odpowiedział Scypion, zdejmując strzelbę i stawiając ją ostrożnie przy ścianie.(…) Nie było widelców. Scypion więc odchylił grajcar, będący przy nożu, wśrubował go w kawał indyka i przeniósł na swoją miskę. Następnie powtórzył to samo z kawałkiem kapłona. Zaczęliśmy się wszyscy śmiać i dawać mu brawo za ten nowy pomysł w użyciu korkociąga. Zajadał też z prawdziwie wilczym apetytem, a my przeszkadzaliśmy mu powitaniami i pytaniami. Kiedy zmiótł wszystko z talerza, wychylił szklankę piwa, którą mu podałem i zaczął się rozglądać. Przy drugim końcu stołu spostrzegł znajomego juz sobie Syrokomlę. Podszedł ku niemu i powitał go słowami: – Toż to nasz lirnik litewski tutaj! Jakżem szczęśliwie trafił, kiedy i pana tu znajduję. (…) Dla każdego Scypion miał uprzejme słowo chwytające za serce, ale starego poczciwego ekonoma, o którym wiele się nasłuchał ode mnie, gdyśmy jeszcze byli na szkolnych ławkach z rozrzewnieniem powitał i uściskał…” (pisownia oryginalna)

Tyle Horain. Ponadto, że mogłam się paru rzeczy dowiedzieć o osobie z rodziny to wielką przyjemność sprawiło mi czytanie o tym jak żyli, co jedli, jak się bawili ludzie tamtych czasów. Teraz czeka mnie sprawdzenie korespondencji Filomatów, bo i tam prawdopodobnie jest ślad Scypiona.