wspomnienia

zeszyty_tlumackie_logo
[ Zeszyty T艂umackie,聽(I – VI 2006r) ZESZYT Nr 1(37)

Historia Rodziny J贸zefa Dombka

Moi Rodzice, Rodze艅stwo i ja

Dziadkowie po stronie Matki -Albin Olszewski i Maria z Szartl贸w Olszewska -pochodzili z kresowej szlachty na Wschodzie, ale maj膮tku ju偶 nie posiadali, gdy偶 Rodzicom Dziadka skonfiskowano ziemi臋 za udzia艂 w powstaniu styczniowym, a Ojciec Babki w hulankach. Matka moja Bronis艂awa z Olszewskich – Dombek by艂a c贸rk膮 Albina Olszewskiego, administratora folwark贸w. W domu by艂o 5 dzieci i jeszcze kuzynka, sierota. Mia艂a dw贸ch braci – Zygmunta i Albina, siostr臋 starsz膮 Helen臋, p贸藕niej 偶on臋 Adolfa Czerwenki i m艂odsz膮 Juli臋, 偶on臋 Grzegorza Stefa艅ca. W rodzinnym domu nie przelewa艂o si臋. Zgodnie z tradycj膮 tamtych czas贸w, do szko艂y ucz臋szczali tylko dwaj synowie. C贸rki uczy艂 pisa膰, czyta膰 i liczy膰 nauczyciel z s膮siedniej wioski, bo w tej wsi szko艂y nie by艂o.

Matka przystojna, postawna, zgrabna brunetka by艂a zdolna i bardzo ch臋tna do nauki. Chcia艂a uczy膰 si臋 dalej i dlatego te偶 nauczyciel zaproponowa艂 Rodzicom, 偶e wraz ze swoj膮 siostr膮 b臋dzie uczy艂 Broni臋, przygotowuj膮c j膮 do seminarium nauczycielskiego. Zaproponowa艂 te偶 偶e zrobi to bezinteresownie. Rodzice jednak nie skorzystali z tej propozycji, wychodz膮c z za艂o偶enia, 偶e dziewczynie nauka nie jest potrzebna bo i tak znajdzie m臋偶a. Bronia by艂a jednak do艣膰 uparta. Skoro nie pozwolono jej p贸j艣膰 do szko艂y, wymusi艂a na rodzicach, 偶e p贸jdzie do Czerniowiec (du偶e miasto w okolicy), gdzie by艂 dobry krawiec i tam b臋dzie si臋 uczy膰 krawiectwa. O tym, jak tam dotar艂a, gdzie i jak mieszka艂a, nie wiem. Przyj膮艂 j膮 krawiec, kt贸ry zatrudnia艂 zreszt膮 wi臋cej dziewcz膮t. I tak zacz臋艂a si臋 jej 鈥瀗auka” polegaj膮ca g艂贸wnie na pracy fizycznej, czyli sprz膮taniu, myciu itp. Nie wiem, jak d艂ugo Bronia pracowa艂a u krawca, wiem tylko, 偶e sama z tej nauki zrezygnowa艂a, wr贸ci艂a do domu, wyprosi艂a u Matki kupienie maszyny do szycia 鈥濻inger” i rozpocz臋艂a samodzielne krawiectwo, szyj膮c dla ludzi ze wsi, i z najbli偶szego otoczenia. Widocznie radzi艂a sobie z tym dobrze, bo 鈥瀙ani” ze dworu wezwa艂a j膮 raz do siebie i zaproponowa艂a uszycie sukienki. Pr贸ba wypad艂a pomy艣lnie.

Od tej pory Bronia sta艂a si臋 krawcow膮 w艂a艣cicielek dworu i by艂a kolejno anga偶owana, przewo偶ona z dworu, do dworu wraz z maszyn膮, a do rodzinnego domu prawie nie dociera艂a. 鈥濸anie” sprowadza艂y niemieckie 偶urnale z Wiednia i t艂umaczy艂y Broni tekst na j臋zyk polski. Wykonywa艂a ona najtrudniejsze i najwymy艣lniejsze bluzki, sp贸dnice i suknie, a tak偶e kapelusze, kt贸re by艂y wtedy dosy膰 wymy艣lne! Je偶eli w kt贸rym艣 z dwor贸w zanosi艂o si臋 na zam膮偶p贸j艣cie c贸rki, to oczywi艣cie pobyt Broni w danym dworze trwa艂 nawet i kilka miesi臋cy. Opr贸cz sukni 艣lubnej i szeregu innych trzeba by艂o przygotowa膰 wypraw臋 dla panny m艂odej – bielizn臋 osobist膮, sto艂ow膮 i po艣cielow膮. Wszystko by艂o r臋cznie haftowane, bo Bronia nauczy艂a si臋 i tej sztuki.

Po latach o r臋k臋 Broni poprosi艂 nauczyciel z innej s膮siedniej wsi, ciesz膮cy si臋 zreszt膮 jej wzajemno艣ci膮. Wtedy jednak konkurowa艂 tak偶e do jej r臋ki J贸zef Dombek, 偶andarm austryjacki, Czech, kt贸ry Broni specjalnie nie poci膮ga艂. Zawyrokowali tym razem rodzice: 鈥瀗auczyciel to 偶adna partia, 偶andarm ma stanowisko rz膮dowe, wi臋c te偶 gwarancj臋 zapewnionego bytu”. I Bronia wysz艂a za J贸zefa – 鈥濸epcia”. Nawiasem m贸wi膮c, nigdy w 偶yciu nie us艂ysza艂am jej skargi. Stan臋艂a u jego boku jako 偶ona a potem matka ich dzieci. Urodzi艂a ich sze艣cioro, a wychowa艂a troje, tzn. najstarszego syna Mariana i najm艂odsz膮 z dzieci Janin臋. Maniusia – jedno ze 艣rednich dzieci, zmar艂o w 8-ym roku 偶ycia na szkarlatyn臋 z dyfterytem. W tym czasie by艂a to bardzo gro藕na choroba dzieci臋ca, na kt贸r膮 nie znano jeszcze lekarstwa. 艢mier膰 tego dziecka prze偶y艂a moja Matka bardzo silnie. Do ko艅ca 偶ycia cz臋sto o niej wspomina艂a, a du偶y portret Maniusi wisia艂 ca艂y czas w pokoju Rodzic贸w. Po wojnie przewie藕li go na Ziemie Odzyskane, a teraz jest jeszcze w domu w Radzyminie. Tr贸jka innych dzieci to: dwoje bli藕ni膮t, kt贸re zmar艂y tu偶 po, urodzeniu i jedna dziewczynka 6 – tygodniowa, zdrowa dobrze rozwijaj膮ca si臋, ale 鈥瀦marnowana” przez Ojca jak to okre艣la艂a Matka, kt贸ry wym贸g艂 na Matce wyjazd do kolegi na imieniny, a dziecko zosta艂o pod opiek膮 dziewczyny. Ta bawi膮c si臋 w 艂apank臋 ze znajomym 偶andarmem i trzymaj膮c dziecko na r臋kach potkn臋艂a si臋, a dziecko wypad艂o na ziemi臋. O 艣mierci tego dziecka nie lubi艂a Matka m贸wi膰, bo by艂 to Jej 偶ywy wyrzut sumienia. Nigdy przez ca艂e 偶ycie nie s艂ysza艂am ani razu s艂owa wyrzutu Matki na ten temat pod adresem Ojca. Po prostu nie ruszali tej sprawy.

Ojciec jako 偶andarm przesuwany by艂 z posterunku na posterunek. Awansowa艂 szybko, by艂 鈥炁糰ndarmem z urodzenia” jak Go kto艣 nazwa艂. Bystry, spostrzegawczy, szybko orientowa艂 si臋, przewidywa艂 i umia艂 wnioskowa膰. Wymaga艂 wiele od podw艂adnych, ale i od siebie, by艂 bardzo zdyscyplinowany i obowi膮zkowy. Opowiada艂 nieraz ju偶 po przej艣ciu na emerytur臋 o kontrolach podw艂adnych 偶andarm贸w, kt贸re przeprowadza艂 jako komendant, a potem wachmistrz posterunku. 呕andarm wys艂any na s艂u偶b臋 mia艂 okre艣lon膮 d艂ug膮 tras臋 z dok艂adnym oznaczeniem czasu i miejsca, do kt贸rych mia艂 dotrze膰. By艂o to zawsze obej艣cie kilku s膮siednich wsi. Ojciec wybiera艂 na kontrol臋, jak m贸wi艂 – najbardziej psi膮 pogod臋, pluch臋, mr贸z, zadymk臋 – a chodzi艂o si臋 tylko pieszo! Wiedzia艂, 偶e w takim dniu warto kontrolowa膰, bo na pewno co艣 wy艂apie! Jako komendant pracowa艂 w Ni偶niowie, miasteczku nad Dniestrem, potem w T艂umaczu, powiatowym miasteczku niedaleko Stanis艂awowa. Z pochodzenia by艂 Czechem, urodzonym w Hranicach, ale pozosta艂 w Polsce przyjmuj膮c obywatelstwo polskie. Jako m艂ody, 17 -letni ch艂opak wst膮pi艂 do 偶andarmerii, wyjecha艂 z domu i ju偶 nigdy do niego nie powr贸ci艂. Mia艂 偶al do rodzic贸w za wyrz膮dzon膮 mu krzywd臋. Rodzice jego byli maj臋tni, mieli 2 – pi臋trow膮 kamienic臋 i du偶y dobrze prosperuj膮cy warsztat masarski. Mieli dwoje dzieci, wszystko zapisali w posagu c贸rce. Ojciec dosta艂 tylko 12 tysi臋cy koron czeskich i czu艂 si臋 tym bardzo pokrzywdzony. Nigdy ju偶 do rodziny nie je藕dzi艂, nie utrzymywa艂 偶adnych kontakt贸w ( nawet listowych ) i nigdy o rodzinie nie wspomina艂. Nie istnia艂a dla niego.

Po przeniesieniu na posterunek w T艂umaczu zacz膮艂 – jak m贸wi艂 potem – przekszta艂ca膰 si臋 w rolnika. Za otrzymane od rodzic贸w pieni膮dze kupi艂 32 hektary nieu偶ytk贸w we wsi Olesza, odleg艂ej o 6 km od T艂umacza. Nazywa艂y si臋 te nieu偶ytki w j臋zyku mieszka艅c贸w wsi 鈥瀋zartowe hory” ( czarcie g贸ry). Wy艣miewali si臋 z Ojca wszyscy, m贸wi膮c 偶e utopi艂 pieni膮dze w tym pustkowiu, bo nikt nie m贸g艂 dopatrze膰 si臋 jakiego艣 sensu w tym, co zrobi艂.Na wiosn臋 Ojciec kupi艂 stado owiec, zatrudni艂 dw贸ch owczarzy, kt贸rzy wypasali je przez lato, stado si臋 powi臋ksza艂o. M艂ode kilkutygodniowe jagni臋ta sprzedawano na rze藕, bo z tej k臋dzierzawej, delikatnej sk贸rki wyrabiano 鈥瀔rymki”. Stado doros艂e sprzedawa艂 Ojciec w jesieni, a na wiosn臋 historia powtarza艂a si臋. Trwa艂o to kilka lat. R贸wnocze艣nie zacz膮艂 dokupywa膰 ziemi臋, ilekro膰 kto艣 z wie艣niak贸w w s膮siedztwie sprzedawa艂. Posiad艂o艣膰 ros艂a. I Ojciec rozpocz膮艂 budow臋 domu i budynk贸w gospodarczych. Planowa艂 ju偶 przej艣cie na emerytur臋 i zamieszkanie na wsi. Miejsce, gdzie si臋 osiedli艂 ( te czarcie g贸ry) le偶a艂y na terenie Oleszy, ale w艣r贸d p贸l, w odleg艂o艣ci 3 km od wsi. Z dochod贸w rolnych, bo i te nieu偶ytki cz臋艣ciowo przemieni艂 w ziemi臋 uprawn膮, dokupowa艂 ka偶d膮 sprzedawan膮 w s膮siedztwie 鈥瀞kib臋” i w ten spos贸b doszed艂 do oko艂o 100 hektar贸w. Przez ca艂e 偶ycie oboje z Matk膮 pracowali bardzo ci臋偶ko, chocia偶 by艂a ju偶 i s艂u偶ba i najemnicy. 呕yli bardzo oszcz臋dnie, Ojciec uchodzi艂 za skner臋, nie lubi艂 rzeczywi艣cie niczego nikomu prezentowa膰, m贸wi膮c twardo, 偶e jemu nic w tym 偶yciu nie przysz艂o 艂atwo. Matka chcia艂a i umia艂a si臋 podzieli膰 z tymi z rodziny, kt贸rzy potrzebowali tej pomocy, czy wesprze膰 te偶 i obcych. Bywa艂y o to w domu cz臋sto przykre sprzeczki. Poniewa偶 Ojciec zerwa艂 ze swoj膮 rodzin膮, nie chcia艂 te偶 utrzymywa膰 偶adnych stosunk贸w z rodzin膮 Matki -te偶 okazja do cz臋stych nieporozumie艅. U nas prawie nikt z rodziny nie bywa艂. Tolerowa艂 tylko co jaki艣 czas pobyt Jadwisi Drohomireckiej (obecnie Srokowej), ciotecznej siostry Mamy, kt贸ra przyje偶d偶a艂a, aby nas obszy膰, bo Matka nie mia艂a na to czasu. W tym czasie przybywa艂o u nas w domu w okresie ferii i wakacji troje sierot. By艂a to Wania, Ada艣 i Franek Gaw臋da z Isakowa. Rodzice ich zostali zabici w czasie I wojny 艣wiatowej. By艂 jeszcze najmniejszy kilkumiesi臋czny ch艂opczyk Tadzio oddany przez gmin臋 do ochronki pod opiek臋 zakonnic. Poniewa偶 ojciec tych sierot by艂 偶andarmem, memu Ojcu, jako by艂emu 偶andarmowi, przekaza艂 s膮d opiek臋 nad sierotami. Dzieci mia艂y zapomog臋 spo艂eczn膮, kt贸r膮 Ojciec dysponowa艂 wyliczaj膮c si臋. Wania by艂a w bursie w Stanis艂awowie i chodzi艂a do seminarium, obaj ch艂opcy mieszkali w bursie w T艂umaczu i chodzili do gimnazjum. Kiedy Wania posz艂a na posad臋 nauczycielsk膮, ju偶 sama zaj臋艂a si臋 bra膰mi. Ada艣 zosta艂 lekarzem, Franek in偶ynierem, a Tadzio zgin膮艂 w czasie II wojny 艣wiatowej.

Gospodarstwo Ojca po艂o偶one by艂o bardzo malowniczo Z trzech stron otacza艂y je nasze pola uprawne, a z czwartej, w odleg艂o艣ci 150m. rozpo艣ciera艂 si臋 du偶y las. Budynki rozplanowano na prze艂臋czy 2 wzg贸rz (te 鈥瀋zarcie ska艂y”). Jedno z nich nazwa艂am podobno jako 5 – letnie dziecko 鈥瀓asn膮 g贸r膮”. U偶y艂am tego okre艣lenia odpowiadaj膮c Matce na pytanie: 鈥瀗a kt贸rej g贸rze by艂a艣?” – 鈥瀗a jasnej”, bo ta by艂a skalista, nie poro艣ni臋ta i ja艣nia艂y stercz膮ce g艂azy. R贸偶ni艂a si臋 kolorem od drugiej, pokrytej zieleni膮. Nazwa przyj臋艂a si臋. Spod tego drugiego wzg贸rza wyp艂ywa艂o 藕r贸de艂ko pi臋knej czystej wody, bardzo zimnej nawet w najwi臋ksze upa艂y i nie zamarzaj膮cej w najwi臋ksze mrozy. Strumyk z tego 藕r贸de艂ka p艂yn膮艂 na przestrzeni 200 m. i znika艂 w otworze – leju przy zabudowaniach. Przy nim prowadzi艂a nasza droga prywatna wysadzana 30 czere艣niami i 艂膮cz膮ca nas z drog膮 publiczn膮 do T艂umacza.

W domu by艂y 3 pokoje, kuchnia i spi偶arnia. Wej艣cie do sadu prowadzi艂o przez przedpok贸j i werand臋, a na podw贸rze wychodzi艂o si臋 przez du偶膮 sie艅 i tzw. galeri臋. Tam up艂yn臋艂o mi moje dzieci艅stwo! Brat – Marian – starszy ode mnie o 10 lat ucz臋szcza艂 do gimnazjum w T艂umaczu, mieszkaj膮c na stancji. Tam w 1918 r. zda艂 matur臋 zapisuj膮c si臋 na prawo we Lwowie. Ale Ojciec chcia艂 ju偶 jego pomocy w rozrastaj膮cym si臋 gospodarstwie, zaproponowa艂 mu pozostanie w domu, obieca艂, 偶e wszystko, co posiada, podzieli na 2 cz臋艣ci – jego i moj膮. Natomiast to, co b臋d膮 odt膮d sprzedawa膰 z pola, b臋dzie w dw贸ch cz臋艣ciach nale偶a艂o do niego, a trzecia cz臋艣膰 b臋dzie moja, bo ja p贸jd臋 na studia i b臋d膮 z tym zwi膮zane wydatki. Tak zosta艂o. Brat o偶eni艂 si臋 z nauczycielk膮 z Oleszy, Jadwig膮 Kluczewsk膮. Ja – Olga Janina – mia艂am to pierwsze imi臋 wpisane przez pomy艂k臋 w metryce i przez ca艂e 偶ycie musia艂am by膰 urz臋dowo Olg膮, ale w u偶yciu codziennym by艂am Janin膮 i hasa艂am beztrosko po polu, 艂膮ce i lesie. Wynosi艂am Ojcu w pole drugie 艣niadanie i podwieczorek, obowi膮zkowo zjada艂am te偶 swoje posi艂ki razem z Nim. Bardzo lubi艂am konie i one mnie. Zna艂y艣my si臋 doskonale. Kiedy w polu czy w stajni us艂ysza艂y m贸j g艂os, r偶a艂y cichutko, ogl膮daj膮c si臋, czy nios臋 cukier i delikatnie bra艂y go wargami z mojej ma艂ej r膮czki. Lubi艂am patrze膰 w ich oczy, a najwi臋kszym szcz臋艣ciem by艂o powo偶enie kiedy Ojciec oddawa艂 mi na chwil臋 lejce. W roku 1914 wybuch艂a I wojna 艣wiatowa. Z relacji Rodzic贸w wiem, w czasie przesuwania si臋 frontu ewakuowano nas przymusowo i pod eskort膮 偶o艂nierzy musieli艣my w ci膮gu dw贸ch godzin opu艣ci膰 dom. Krowy odp臋dzi艂 s艂u偶膮cy do wsi, aby zaopiekowali si臋 nimi gospodarze, bo Olesza nie podlega艂a ewakuacji, konie zaprz臋gni臋to do 2 woz贸w, na kt贸re za艂adowano co uda艂o si臋 鈥瀋hwyci膰” i zmie艣ci膰 z rzeczy i prowiantu. Psy podw贸rzowe spuszczone posz艂y za wozami, a kotk臋 – weterank臋, zwan膮 鈥瀊abcia”, r贸wie艣nic臋 brata, wzi臋to do worka – inne koty zosta艂y. Razem ze s艂u偶b膮 wyjechali艣my we wskazanym kierunku – ca艂e mienie domowe zosta艂o.

Zbli偶aj膮cy si臋 front zatrzyma艂 nasz膮 eskapad臋 po jednym dniu drogi. W trzecim dniu ju偶 front tak si臋 przesun膮艂, 偶e wr贸cili艣my ze swojej wyprawy, ale ju偶 nie do domu, bo ten razem ze wszystkimi zabudowaniami nie istnia艂. By艂y tylko kikuty i gruzy, a z rzeczy pozosta艂y jedynie szcz膮tki. Zamieszkali艣my w wynaj臋tej chacie, w Oleszy i stamt膮d Rodzice codziennie je藕dzili ze s艂u偶b膮 do pracy na roli i przy odbudowie rozbitego gospodarstwa. Z tego okresu zapami臋ta艂am niewiele, ale jedn膮 ciekawostk膮 byli艣my wszyscy zadziwieni i nikt mi w艂a艣ciwie dot膮d tej sprawy nie wyja艣ni艂. Ot贸偶 wspomniana kotka – 鈥瀊abcia” przewieziona w obie strony w worku, zamieszka艂a razem z nami w wynaj臋tej chacie w Oleszy. Po kilku dniach kotka nie wr贸ci艂a na noc do domu. Byli艣my pewni, 偶e po prostu zab艂膮ka艂a si臋 we wsi i przepad艂a. Bola艂am nad tym mocno po dzieci臋cemu, bo to by艂a moja ulubienica i towarzyszka zabaw. Na drugi dzie艅, rano Ojciec pojecha艂 jak zwykle na swoje gospodarstwo i kiedy przechodzi艂 obok rozbitego domu, w kt贸rym stercza艂 tylko kikut chlebowego pieca, us艂ysza艂 radosne miauczenie, a w czarnych czelu艣ciach b艂yszcza艂y roziskrzone oczy 鈥瀊abci”. Jak trafi艂a do rozbitego domu z odleg艂o艣ci prawie 3 km, pozosta艂o tajemnic膮. Nie zabra艂 ju偶 jej Ojciec do wsi, tylko codziennie rano bra艂 dla niej 鈥瀙rowiant”. Towarzyszy艂a przez ca艂y dzie艅 Ojcu i Matce w ich pracy, a na noc wraca艂a do swego pieca. Po roku zamieszka艂a z nami w nowym domu. W podzi臋ce Bogu za prze偶ycie wojny i szcz臋艣liwy powr贸t do domu wznie艣li potem Rodzice ogromny krzy偶 z najwi臋kszego d臋bu – nasiennika z w艂asnego lasu – oko艂o 15 m. wysoko艣ci i zakopali go na wzg贸rzu, spod kt贸rego wyp艂ywa艂o 藕r贸de艂ko, a g贸r臋t臋 odt膮d nazywano 鈥瀙od krzy偶em”. Sta艂 jeszcze mocny w 1945 roku kiedy zmuszeni opuszczali艣my te strony. Inn膮 – p贸藕niejsz膮 nieco pami膮tk膮 po Rodzicach by艂a kaplica, wzniesiona przy wjedzie z naszej prywatnej drogi na publiczn膮. Kaplic臋 t臋 zaplanowa艂a i jej budow臋 zrealizowa艂a Matka. Przez kilka lat uprawia艂a spore zagony cebuli i z usk艂adanych pieni臋dzy wybudowa艂a kaplic臋. Kiedy w par臋 lat po repatriacji na Zach贸d, pewien znajomy odwiedzi艂 tamte strony i przeje偶d偶a艂 ko艂o naszego pola, stwierdzi艂, 偶e ju偶 nie by艂o 艣ladu, ani krzy偶a i kaplicy, ani budynk贸w, kt贸re przeniesiono do wsi przy zak艂adaniu nowego ko艂chozu. Tylko strumyk ze 藕r贸de艂ka szemra艂 jak dawniej! Gdy mieszkali艣my jeszcze w wynaj臋tej chacie w Oleszy rozpocz臋艂am nauk臋. Szko艂a nie by艂a czynna, wi臋c uczy艂 mnie syn znajomych, ucze艅 IV klasy gimnazjum. Potem gdy przeprowadzili艣my si臋 do odbudowanego domu kontynuowa艂a moj膮 edukacj臋 kuzynka gajowego, m艂odziutka dziewczyna Bi艅cia. Po dw贸ch latach takiej sporadycznej nauki umieszczono mnie na stancji w T艂umaczu i posz艂am do IV klasy. Po roku zda艂am do gimnazjum. By艂o to gimnazjum m臋skie, dziewcz臋ta ucz臋szcza艂y jako hospitantki, tzn. wolno nam by艂o przychodzi膰 na lekcje, ale nikt si臋 nami nie interesowa艂. Co p贸艂 roku mia艂y艣my egzamin z przerobionego materia艂u ze wszystkich przedmiot贸w. W ten spos贸b uko艅czy艂am II klas臋 gimnazjum, a do III klasy zapisa艂a mnie Matka do S. S. Urszulanek w Stanis艂awowie, odleg艂ym od nas o oko艂o 50 km. Mieszka艂am tam w internacie i w 1928 r. zda艂am matur臋. Pobyt w tej szkole wspominam jako co艣 bardzo mi艂ego. Du偶o zyska艂am nie tylko wychowawczo ale i umys艂owo. Szko艂a by艂a prywatna, mia艂a bardzo dobrych nauczycieli 艣wieckich jak i zakonnych, a poziom musia艂 by膰 zawsze wysoki, bo co roku kontrolowano go skrupulatnie w czasie wizytacji, gdy偶 od wynik贸w zale偶a艂o utrzymanie przez szko艂臋 tzw. praw szko艂y pa艅stwowej. Wiele wiadomo艣ci z tej szko艂y przetrwa艂o w mojej g艂owie przez d艂ugie lata. Du偶o, du偶o p贸藕niej, kiedy ju偶 moje dzieci by艂y w szkole 艣redniej, mog艂am im pom贸c w matematyce, 艂acinie, co zawsze wzbudza艂o ich podziw. Wyjazd z internatu do domu dozwolony by艂 tylko raz w miesi膮cu, a w pozosta艂e niedziele mo偶na by艂o mie膰 przepustk臋 na popo艂udnie, o ile kto艣 z rodzic贸w miejscowych kole偶anek przyszed艂 zaprosi膰. W ka偶d膮 niedziel臋 zabiera艂a mnie p. Zaj膮cowa, matka zaprzyja藕nionej ze mn膮 Zosi. Od III klasy udziela艂am ju偶 korepetycji kole偶ankom z klasy lub m艂odszym z matematyki, kt贸r膮 bardzo lubi艂am. Wybiera艂am si臋 na matematyk臋 na studia, p贸藕niej zamierza艂am p贸j艣膰 na medycyn臋, bo i ta dziedzina mnie interesowa艂a, ale po g艂臋bszym zastanowieniu przerazi艂am si臋 odpowiedzialno艣ci za zdrowie i 偶ycie cz艂owieka. Zdecydowa艂am, 偶e p贸jd臋 na wydzia艂 humanistyczny, tylko przedmiot by艂 nie zdecydowany. Tak pojecha艂am do Lwowa, aby zapisa膰 si臋 na Uniwersytet J. Kazimierza. Przedmiotu wybranego jeszcze nie mia艂am. Kiedy stan臋艂am w kolejce do zapisu, nawi膮za艂am rozmow臋 z 3 dziewcz臋tami – kole偶ankami z jednej klasy lwowskiego gimnazjum. Wszystkie sz艂y na polonistyk臋 i ja do艂膮czy艂am do nich jako czwarta. Ta spotkana tr贸jka to Zosia Rokossowska, Myszka Bilwin i Basia Krukierek. Nawi膮zana wtedy znajomo艣膰 przerodzi艂a si臋 w bardzo serdeczn膮 przyja藕艅, kt贸ra przetrwa艂a do dzi艣. Uczy艂y艣my si臋 wsp贸lnie, a z Zosi膮 mieszka艂y艣my razem przez ca艂e studia, razem w臋drowa艂y艣my w czasie wakacji z plecakiem po Bieszczadach i Tatrach. Wsp贸lnie od pocz膮tku I roku pracowa艂y艣my w Akademickim Kole Misyjnym, w Towarzystwie Walki z Gru藕lic膮 i w Sodalicji Maria艅skiej. Mi艂e to by艂y czasy i niezapomniane!

Najmocniej wry艂a mi si臋 w pami臋膰 praca w Towarzystwie Walki z Gru藕lic膮. Chodzi艂y艣my po peryferiach Lwowa, wyszukuj膮c ludzi 偶yj膮cych w n臋dzy i chorych, po to aby PCK m贸g艂 obj膮膰 ich opiek膮. Du偶o by艂o tej n臋dzy, widzia艂am wstrz膮saj膮ce obrazy, prze偶ywa艂am to wszystko bardzo! Mo偶e ta zbyt intensywna praca spo艂eczna, (rzeczywi艣cie chodzi艂am wiele, wyszukuj膮c i odwiedzaj膮c podopiecznych, nazywano wi臋c mnie w Kole 鈥瀢y艣cig贸wk膮” lub 鈥瀔oniem”), spowodowa艂a, 偶e za艂ama艂am si臋 troch臋 fizycznie. Nie by艂o to nic powa偶nego, wyczerpanie i powi臋kszenie gruczo艂贸w w p艂ucach (o ile dobrze pami臋tam i 艣ci艣le to okre艣lam), ale efekt by艂 taki, 偶e lekarz akademicki kaza艂 mi przerwa膰 studia na rok i wyjecha膰 w g贸ry. Potem jeszcze przez p贸艂 roku. by艂am na wypoczynku w domu, zanim wr贸ci艂am do Lwowa. Na studiach 鈥瀗ie b艂yszcza艂am”. Rozpocz臋艂am od oceny niedostatecznej z kolokwium fonetycznego, po pierwszym miesi膮cu 膰wicze艅. P贸藕niej ju偶 si臋 taki stopie艅 nigdy nie powt贸rzy艂. Zalicza艂am wszystko i zdawa艂am egzaminy, ale z przeci臋tn膮 ocen膮 鈥4″.
Raz jeszcze tylko mia艂am nieprzyjemn膮 chwil臋 przy ko艅cowym egzaminie na IV roku z literatury polskiej u prof. Kleinera, u kt贸rego by艂am na seminarium, i u kt贸rego ju偶 niejednokrotnie co艣 zdawa艂am. Kiedy postawi艂 mi pytanie, uczu艂am w g艂owie ca艂kowit膮 pustk臋, nie umia艂am nic odpowiedzie膰. Na powt贸rzone pytanie powiedzia艂am po prostu – 鈥濸anie profesorze, nic nie pami臋tam”. Profesor spojrza艂 na mnie ze swoim mi艂ym u艣miechem, i powiedzia艂 鈥瀙rosz臋 przyj艣膰 za 2 dni”. Przysz艂am i zda艂am na 4. Profesor by艂 krasom贸wczym wyk艂adowc膮 i wspania艂ym pedagogiem. Na jego zaj臋cia przychodzili studenci z prawa, matematyki itd. aby s艂ucha膰 jego wyk艂ad贸w!

Jeszcze w czasach gimnazjalnych u S. S. Urszulanek nachodzi艂y mnie czasem my艣li o wst膮pieniu do klasztoru. W czasie studi贸w decyzja dojrza艂a. Zg艂osi艂am si臋 do klasztoru i wyjecha艂am do Pokrzywna pod Poznaniem, gdzie by艂 nowicjat S. S. Urszulanek. By艂o to na III roku studi贸w. Na m贸j list powiadamiaj膮cy Rodzic贸w, przyjecha艂a Matka z Bratem i przekonywali mnie tak d艂ugo, a偶 si臋 zgodzi艂am wr贸ci膰 do Lwowa, sko艅czy膰 studia i wtedy zdecydowa膰 o sobie. Bardzo kocha艂am swoj膮 Matk臋 i nie umia艂am Jej odm贸wi膰. Ca艂o艣膰 wyprawy trwa艂a 2 tygodnie i nie zak艂贸ci艂a moich studi贸w. Po pewnym czasie w Kole Misyjnym spotka艂am Jadzi臋 Stermeck膮, lekark臋, kt贸ra pracowa艂a na misjach w Chinach, a do rodzinnego Lwowa przyjecha艂a, aby zwerbowa膰 nowych misjonarzy. By艂a nieprzeci臋tnym cz艂owiekiem, umia艂a porywa膰 innych, i mnie zapali艂a now膮 ide膮. Postanowi艂am, 偶e po sko艅czeniu polonistyki zapisz臋 si臋 na medycyn臋, (pomimo poprzednich skrupu艂贸w!), uko艅cz臋 j膮 i wyjad臋 na misj臋. Kiedy po dyplomie zwr贸ci艂am si臋 z tym projektem do Rodzic贸w, Ojciec odpowiedzia艂 kategorycznie, 偶e ju偶 na dalsze studia nie da ani grosza. Posz艂am wi臋c od 1.IX.1936 r. uczy膰 do szko艂y. M艂odzie艅cze zap臋dy rozwia艂y si臋!

Prac臋 w szkole rozpocz臋艂am od 2 – letniej bezp艂atnej praktyki w gimnazjum w T艂umaczu, bo taki by艂 wtedy tryb doj艣cia do uzyskania uprawnie艅 uczenia w szkole pa艅stwowej. Po uko艅czonej praktyce zda艂am egzamin pedagogiczny na Uniwersytecie we Lwowie i uzyska艂am dyplom nauczyciela szk贸艂 艣rednich w zakresie j臋zyka polskiego, i odt膮d uczy艂am u S. S. Urszulanek w Stanis艂awowie, w swojej macierzystej szkole, a偶 do 1.IX.1939 roku. Rodzice z bratem gospodarzyli po staremu powi臋kszaj膮c stopniowo ilo艣膰 hektar贸w. G艂贸wnym 藕r贸d艂em dochodu (opr贸cz zbo偶a) – by艂y krowy w liczbie 18 – 20 szt. Mleko przechowywano w specjalnej 鈥瀋h艂odni”, w zimnej wodzie ze 藕r贸de艂ka i codziennie rano odwo偶ono oko艂o 150 l do T艂umacza, do prywatnej mleczarni. Koni by艂o 5 – 6 sztuk. Do pomocy w pracy by艂y 2 s艂u偶膮ce i 2,3 parobk贸w, pr贸cz ludzi najmowanych sezonowo. Du偶o r贸wnie偶 pracowali Rodzice i brat. Od pracownik贸w Ojciec wiele wymaga艂, 偶膮da艂 rzetelno艣ci, dok艂adno艣ci i nale偶ytego wype艂niania obowi膮zk贸w. Umowa w sprawie wynagrodzenia by艂a zawierana zawsze na pi艣mie, w miar臋 mo偶no艣ci przy 艣wiadkach, i skrupulatnie przestrzegana. Nie pami臋tam, aby ktokolwiek ze s艂u偶by uskar偶a艂 si臋 kiedy艣 na jak膮艣 niesprawiedliwo艣膰, czy wnosi艂 skarg臋 do w贸jta, jak to bywa艂o u innych pracodawc贸w. Zdanie, jakie kr膮偶y艂o o Ojcu, m贸wi samo za siebie” 鈥濽 Dombka nie posiedzisz ale Ci臋 nie ukrzywdzi” Ojciec wstawa艂 pierwszy w lecie o 4 – tej rano budzi艂 s艂u偶b臋 i by艂 w ruchu ca艂y dzie艅. Wieczorem o 9-tej ko艅czy艂 wraz ze s艂u偶b膮 zaj臋cia, skontrolowawszy czy wszystko w stajni zrobione jest jak nale偶y.

c.d.n.

Olga 艁adzie艅ska (z domu Dombek)