Cieszę się bardzo, że ktoś jednak pamięta o naszych, nie tak dawnych zresztą ziemiach na wschodzie. Mnie publikacja “Poleszucy” szczególnie zainteresowała, jako że stamtąd pochodzę, tam mój kraj rodzinny.

Niestety materiały o Polesiu, stare dokumenty, gromadzone skrzętnie przez ojca, musiała mama zostawić w domu, gdyż na Syberii nikt by za nie złamanego grosza nie dał. Sam ojciec też nic mi nie zdążył przekazać, bo po wkroczeniu Rosjan w trzydziestym dziewiątym, za polski rodowód został skazany na śmierć i choć NKWD nie zdążyło w czerwcu czterdziestego pierwszego wykonać tego wyroku, z uwagi na pośpiech przy opuszczaniu Brześcia, to dokonali tego w następnym roku Niemcy. Tak więc tematem zainteresowała mnie dopiero matka, coś nie coś przekazując mi z pamięci. Chcecie to wierzcie, chcecie nie wierzcie.

Marian Dubiecki, najpierw współpracownik Romualda Traugutta, następnie zesłaniec – jakżeby inaczej – na koniec historyk, pisząc biografię dyktatora powstania, zanotował: “Zjawisko to dziwne, a jednak przez wielu dostrzeżone, sprawdzone iż duch narodu, jak gdyby tam z dala od ziem gniazdowych założył swe główne siedlisko”. Miał tu na myśli przede wszystkim Polesie, jako że stąd wywodził się Romuald Traugutt (parę wiorst od Kobrynia), Kościuszko, jego przyjaciel Niemcewicz, dalej Naruszewicz, Kraszewski i tak dalej. Dubiecki pisał swą książkę w roku 1924. Nie wspomniał o Cyrylu Terleckim, biskupie, współtwórcy “Unii brzeskiej” z 1596 roku, urodzonego niedaleko Drohiczyna. Nie wspomniał o ostatnim królu Polski, Stanisławie Auguście Poniatowskim, urodzonym przecież w Wołczynie; tym leżącym po prawej stronie Bugu, niedaleko Brześcia. A iluż było po nich. Orzeszkowa, Rodziewiczówna…

Warto też wspomnieć o pierwszym prezydencie Izraela, panu Hertzogu, synu rabina z poleskiej wsi, gdzieś między Kobryniem a Pińskiem. Ale o Poleszukach.

Ze szkolnego podręcznika do geografii z 1928 roku z naklejonym znaczkiem na okładce: “Na budowę szkół powszechnych – 10 gr.”, Przeczytałem między innymi: “górale mają wrodzone poczucie piękna… lud górnośląski zasługuje na szczególną uwagę, bo zachował wiarę katolicką i polską mowę… kujawiacy to lud rosły i silny, bystry i gospodarczy”. A nad ludem wielkopolskim autor podręcznika już zupełnie się rozkleił. Ja natomiast to przemilczę. Dużo gorzej wyraził się o mieszkańcach Polesia: “…nie są podobni do rosłych i silnych sąsiadów z Wołynia”. Po czym dodaje: “…na ogół są wątłej budowy ciała i umysłowo słabo rozwinięci. Nic w tym dziwnego, gdyż była to ziemia uboga i jakby zapomniana z powodu trudnego dostępu”. Na koniec pisze, że żywili się – mowa cały czas o Poleszukach – z uprawiania myślistwa, rybołówstwa oraz “z podbierania jaj z ptactwa wodnego”. Cóż, nienajlepszą opinię musieli mieć o Poleszukach wychowankowie szkół kończący edukację na tym podręczniku geografii.

Jednak nie wszyscy podzielali pogląd, że Polesie stało gorzej gospodarczo od Wileńszczyzny; chociażby z racji bogatszych, a wspomnianych przez autora podręcznika szkolnego, zasobów zwierzyny.

Wśród Polaków, mieszkańców tamtych ziem, osadników, panowała zgodna opinia, że chata Poleszuka była arsenałem różnorakiej broni, gromadzonej pokoleniami. Zdobywał ją w gromadnych rozbojach, zbierał porzuconą w potyczkach i po przemarszach wojsk. Podbierał rannym powstańcom, maruderom, samotnie polującym i przy każdej innej okazji. Może było w tym dużo przesady ale godny zaufania nabywca, nieraz mógł nabyć nie tylko starannie zakonserwowane okazy pistoletów grenadierów napoleońskich, czy jeszcze wcześniejsze muszkiety ale też przedniej marki sztucer, i wcale nie za małe pieniądze, bo znali się na broni.

Poleszuk nie uznawał Radziwiłłów ani Rodziewiczów, tylko Boga za prawowitego posiadacza lasu. Goście, idący na polowanie, w towarzystwie miejscowych Polaków, słyszeli zwielokrotnione echa dalekich wystrzałów. To Poleszucy chronili swoją zwierzynę wypłaszając ją z najbliższej okolicy.

Pozostaję z szacunkiem

Zbigniew Karpinski
[email protected]

Źródło: www.bezuprzedzen.pl