Nazwisko po ojcu może być zapisane w naszym kodzie genetycznym DNA – wynika ze wstępnych badań profesora Bryana Sykesa z Oksfordu, opublikowanych na łamach pisma „American Journal of Human Genetics”. To dość przypadkowe odkrycie związku nazwiska człowieka z jego DNA – jeśli zostanie potwierdzone – może doprowadzić do przełomu w medycynie sądowej i w genealogii.

Odkrycie prof. Sykesa sugeruje bowiem, że kolejne pokolenia mężczyzn w jednej rodzinie mogą dziedziczyć specyficzny segment tego samego DNA. Ustalił on bowiem związek pomiędzy nazwiskiem a kodem genetycznym na podstawie chromosomu y, który występuje tylko u mężczyzn i przechodzi bez żadnych zmian z ojca na syna. Swoje badanie profesor przeprowadził najpierw dla zabawy – na próbie 61 ochotników płci męskiej, którzy tak jak on noszą nazwisko Sykes – i odkrył, że u połowy z nich występują aż 4 unikatowe segmenty DNA, których nie stwierdzono u innych losowo wybranych grup osób.

Później jednak przeprowadził kolejne próby z trzema innymi nazwiskami i odkrył, że także łączą je związki genetyczne. Może to sugerować, że prawie każde nazwisko może mieć wspólnego męskiego przodka. Naukowiec ma jednak wątpliwości, czy takich związków można by doszukać się również w rodzinach noszących bardziej potoczne nazwiska – jak na przykład Jones czy Smith. A to dlatego, że prawdopodobnie – tak przynajmniej utrzymują genealodzy – mają one kilku, a nie jednego protoplastę. Jednak odkrycie prof. Bryana Sykesa wskazuje na istnienie związku pomiędzy genami a genealogią i dowodzi, że kolejne pokolenia mogą dziedziczyć określone segmenty DNA.

źródło: e.t.: ‚Nazwisko po ojcu we krwi’, Rzeczpospolita (7 listopad 2000)