puławski

Przyszedł czas na opowieść o Puławskich i zagadkowym urwanym tropie, który męczy mnie od lat. Żoną pradziadka Rogozińskiego, o którym już pisałam była Maria z d. Puławska.

Maria z d. Puławska

Prababcia Marysia dożyła sędziwego wieku w Warszawie, ale jej korzenie były bardzo daleko stąd, choć zanim zajęłam się jej genealogią nikt do końca nie wiedział dokładnie skąd.

Pamiątki po babci, które trafiły do mnie od cioci to kilka zdjęć w tym jedno z Odessy, dokumenty wojskowe z lat 1918 – 1920, teczka z listami, w tym jeden pisany po czesku, wyciąg z dokumentów PCK, akty zgonu męża i młodszego syna, nekrolog Wita Puławskiego z Krzemieńca, mały modlitewnik podpisany Olga Puławska oraz pamiętnik pełen wierszy po rosyjsku. Z wywiadu z moją mamą i ciocią dowiedziałam się co nieco o zwyczajach i upodobaniach prababci (uwielbiała czytać, nie lubiła gotować choć jej popisowym daniem były kluski śląskie (nie przypadek), po wojnie przestała wierzyć w Boga i nadużywała zdrobnień typu Gosiuneczka i kisieleczek ☺.

puławskiZdjęcie familii Puławskich (prababcia Marianna w białym fartuszku).
Szepietówka ok 1910r.

Posiadając już akt ślubu pradziadków wiedziałam, że rodzicami prababci byli Andrzej Puławski i Maria z domu Zajic a ona sama urodziła się w Wyszogródku na Wołyniu. W Warszawie mieszkała razem z bratem Leonem, porucznikiem WP, co potwierdzało zaświadczenie Ministerstwa Spraw Wojskowych z 1920r. Nie było wątpliwości, że należy szukać dalszych metryk i śladów na Wołyniu. Znowu zupełnie inny obszar poszukiwań, problem z językiem, gdyż jeszcze wtedy kiepsko radziłam sobie z cyrylicą i ogólny brak rozeznania w historii (starszej niż rzeź wołyńska) i geografii tego rejonu.

Wołyń

Po kilku dniach natrafiłam na stronę Metryki–Wołyń http://wolyn-metryki.pl/Wolyn/index.php prowadzoną przez niesamowitą osobę – Panią Danutę Wojtowicz. Wpisałam w wyszukiwarce nazwisko Puławski i „ta-dam” – od razu trzy strzały w dziesiątkę – w 1881r w Radziwiłłowie Andrzej Puławski bierze ślub z Marią Zajic a w Krzemieńcu rodzą się kolejno Bogusław i Leon. Poprosiłam mailowo Panią Danutę o metryki, które dostałam w mgnieniu oka z życzeniami powodzenia a nawet z propozycją pomocy przy tłumaczeniu. Najbardziej interesowała mnie metryka ślubu więc ona trafiła do tłumaczenia najprędzej. Złośliwie to w moich zbiorach chyba najbardziej nabazgrolony dokument, ale wspólnymi siłami udało się na niej rozszyfrować wszystkie wyrazy.

Zdziwienie moje i rodzinki było niemałe gdy odczytałam im z tychże metryk, że Andrzej jest podoficerem, muzykiem chóralnym i kapelmistrzem Jakuckiego Pułku Piechoty z Krzemieńca, urodzonym w guberni siedleckiej a Maria Zajic jest córką osadników z Czech. Jak już byli Niemcy to mogą być i Czesi ☺ Najbardziej rozbawiona była moja siostra, która od kilku lat mieszkała w Pradze i mówiła po czesku a wcześniej uczyła się w szkole muzycznej śpiewu operowego – widocznie do niej trafiły geny z tej gałęzi, mnie omijając szerokim łukiem.

Po odszyfrowaniu tej metryki powstały trzy pytania – w jakich okolicznościach Andrzej znalazł się w wojsku carskim, gdzie dokładnie się urodził (gubernia siedlecka to mało precyzyjne miejsce urodzenia) no i skąd się wzięli Czesi na Wołyniu?

Przy pomocy Jurija, który pomagał mi we Lwowie, a w zasadzie wyłącznie dzięki niemu, udało mi się uzyskać jeszcze metryki zgonu Andrzeja Puławskiego i jego żony Marii, którzy zmarli w Starym Konstantynowie, niedaleko Krzemieńca. Pisma do Archiwum w Chmielnickim pisał mi po ukraińsku Jurij. Na pierwsze odpowiedzi nie było, Jurij napisał więc pismo ponawiające prośbę – przyszła odpowiedź po 3 miesiącach, że nie ma tych aktów zgonu o które nam chodzi po czym Jurij, znawca tamtejszych realiów, po raz trzeci napisał prośbę o ponowne przeszukanie i ku mojemu totalnemu zdziwieniu dostaliśmy za kolejne trzy miesiące piękne metryki zgonu obojga moich pradziadków. Niech każdy sam sobie wyciągnie z tego wniosek i naukę.

W metrykach zgonu były podane miejsca narodzin, Andrzeja – Stoczek Węgrowski i Marii Zajic – Moravska Ostrava. I chociaż znam miejsca narodzin i imiona rodziców obojga, ich wyznanie i nie brak mi ani determinacji, ani wyobraźni od przeszło dwóch lat szukam bezskutecznie potwierdzenia tych danych. Ani w Stoczku Węgrowskim ani w Moravskiej Ostravie nie znalazłam metryk urodzenia moich pradziadków, ani aktów ślubu ich rodziców, ani śladów po ich rodzeństwie. Nic, kamień w wodę. Pozostało mi tylko poprosić Jurija o zapalenie świeczek na terenie cmentarza w Starym Konstantynowie (teraz jest to park miejski a nagrobki zostały zlikwidowane) i czekać. Nie czekam jednak całkiem biernie bo cały czas sprawdzam wszystkie nowe metryki na Genetece, próbuję dotrzeć do rosyjskich archiwów wojsk carskich żeby znaleźć ew. teczkę pradziadka z wojska, sprawdzam na bieżąco co nowego dygitalizuje i publikuje AP w Siedlcach itd.

A w tzw. międzyczasie postawiłam sobie za punt honoru dowiedzieć się jak najwięcej na temat rodzeństwa prababci i znaleźć żyjących krewnych.

Zaczęłam od Leona Puławskiego, porucznika zamieszkałego w Warszawie. Miałam jego metrykę urodzenia i znalazłam akt ślubu. Szybko namierzyłam Leona na stronie http://wielcy.pl, którą stworzył i prowadzi Marek Jerzy Minakowski. Jest to bardzo specyficzny sposób prowadzenia genealogii, który budzi, jak zauważyłam spore kontrowersje, a który sprowadza się do udowodnienia tezy, że większość z grona szeroko pojętych elit naszego kraju jest ze sobą spokrewniona lub skoligacona. Niemniej jednak trzeba docenić ogrom pracy jaki autor włożył w to dzieło i korzystać (odpłatnie) weryfikując w miarę możności zawarte tam dane. Oprócz Leona na stronie wielcy.pl był tam też Ignacy, jego brat, poseł i senator II RP.

Centralne Archiwum Wojskowe

Postanowiłam sprawdzić też co na temat Leona może znajdować się w CAW, czyli Centralnym Archiwum Wojskowym. Pomógł mi przejść przez procedurę szukania fiszek i zamawiania kopii dobry człowiek z forum genealogiczego. Całą, grubą teczkę Leona mam teraz skopiowaną i namawiam wszystkich – jeśli któryś z waszych przodków był wojskowym lub otrzymał kiedykolwiek państwowe odznaczenie (czyli też cywile) to taka teczka jest genealogicznym skarbem. Jest w niej wszystko opisane i cechy fizyczne i psychiczne i opinie na jego temat podwładnych i przełożonych, życiorys (również żona i dzieci), wykształcenie, przebieg służby w czasie wojny i pokoju, są zdjęcia, odznaczenia itp. Itd..

Oprócz Leona w CAW znalazłam też teczkę Ignacego Puławskiego ponieważ został on odznaczony Krzyżem i Medalem Niepodległości oraz Srebrnym Krzyżem Zasługi za pracę społeczną – to właśnie odznaczenia dla cywilów. Jako malinka na torcie była tam też teczka mojej prababci, która również została zgłoszona do odznaczenia Krzyżem i Medalem Niepodległości i mimo, że jej kandydatura została odrzucona to teczka pozostała. W ten sposób dowiedziałam się, że prababcia po śmierci rodziców przeniosła się do brata Fortunata mieszkającego i pracującego w Odessie. Tam skończyła szkołę i zdobyła uprawnienia aptekarskie i tam też zastała ją Rewolucja październikowa. Z Odessy wydostała się razem z 4 Dywizją Żeligowskiego, do której przyłączyła się jako sanitariuszka i z którą przeszła cały szlak bojowy. Dopiero po 1,5 roku udało jej się dołączyć do brata Leona w Warszawie. CAW był zatem strzałem w dziesiątkę, albo i lepiej.

puławskiMoja prababcia Maria Puławska z bratem Fortunatem w Odessie ok 1914 r.

W dalszej kolejności udało mi się znaleźć córkę Leona – Olgę, która brała udział w Powstaniu Warszawskim, była ranna i uwięziona w obozie pracy na terenie III Rzeszy. Wśród żołnierzy alianckich wyswobadzających obóz był Amerykanin polskiego pochodzenia Leopold Lorentz, postać nietuzinkowa no i wybuchła miłość. Olga nie mogła wrócić do Polski gdyż jej ojciec – Leon został uznany przez władze sowieckie za zdrajcę i skazany na śmierć a ją czekałoby to samo. Młodzi wyjechali więc do USA a Olga właśnie świętuje swoje 92 urodziny!. Niestety kilka lat temu dopadła ją już silna demencja uniemożliwiająca właściwie świadomy kontakt. Mam jednak kontakt mailowy z jej dziećmi i wnukami.

Ignacy Puławski nie miał dzieci. Został zamordowany w obozie Sachsenhausen, dokąd wywieziono go po Powstaniu Warszawskim. Taka informacja oraz szereg innych znajduje się na stronie Sejmu RP.

Prababcia po Powstaniu w 1944 r. trafiła do Ravensbruck. Nigdy nie chciała o tym opowiedzieć ale wskutek tego co tam zobaczyła straciła wiarę w Boga, w ludzi zresztą też.

Życiorysy prababci, Leona i Ignacego miałam już ułożone. A co z wspomnianym w teczce z CAW Fortunatem, urodzonym w Krzemieńcu Bogusławem i znalezionym w papierach babci nekrologiem Wita Puławskiego z napisem żegnaj braciszku? Ci bracia najwyraźniej zostali na wschodzie więc wróciłam do poszukiwań w tamtym rejonie. Wtedy moja ciocia zadała mi pytanie, które pozornie niczego nie zmieniało a tak naprawdę zmieniło wszystko – A weź Moniczko jakoś sprawdź czy my mamy jakieś powiazanie rodzinne z Mikołajem Ostrowskim, tym autorem, strasznej skądinąd (mój dopisek), książki „Jak hartowała się stal”? Jestem grzeczna siostrzenica więc obiecałam, że sprawdzę, chociaż nie wierzyłam w to ani trochę.

No i nauczka nr 158 pt.: nigdy nie mów nigdy. Nie mogąc znaleźć życiorysu Mikołaja Ostrowskiego (oryginalnego, a nie tego przygotowanego przez propagandę sowiecką) napisałam do Muzeum Mikołaja Ostrowskiego, mieszczącego się w jego domu w Szepietówce na Wołyniu. Napisać list pomogła mi znajoma – Larysa a po miesiącu zadzwoniła do nich czy list doszedł i czy wiedzą coś o powiązaniach rodzinnych Mikołaja z Puławskimi. Biografka z Muzeum, serdeczna nad wyraz, odpowiedziała, że oczywiście wiedzą i cała rodzina Puławskich i Zajiców jest rozpisana a drzewo genealogiczne jest wystawione w gablocie muzeum. Dodała, że są przeszczęśliwi, że ich znaleźliśmy bo od lat szukali wieści o nas !?!.

Okazało się, że moja praprababcia Maria Zajic była siostrą Olgi Zajic, matki Mikołaja. Tym samym moja prababcia i Mikołaj Ostrowski to rodzeństwo ciotecznie. Takie są fakty i należało je przyjąć. Z muzeum dostałam pełną listę dzieci Andrzeja i Marii oraz pełną rozpiskę potomków rodzeństwa Zajic wraz z krótkimi notatkami o każdym. Autorem notatek o Puławskich był Bogusław, który po wojnie pozostał z żoną i córką na Ukrainie, w Czerkasach. Są one więc w pełni wiarygodne. Bogusław o Fortunacie napisał, że popełnił samobójstwo w Odessie na skutek zawodu miłosnego a Wit zmarł na gruźlicę. Natomiast o swoim ojcu napisał, że Andrzej był synem Stanisława, który brał udział i zginął w Powstaniu Styczniowym. Andrzej został zaś w ramach reperkusji karnie wcielony do Armii Carskiej a przetrwanie zawdzięcza komuś o nazwisku Wichert. A Wichert to pseudonim mojego dziadka z Powstania. Wynika z tego, że dziadek znał tą historię i tylko nie zdążył mi jej opowiedzieć.

Urwany ślad…

Tyle słowem wstępu. Przechodząc do meritum:
Gdyby ktoś, kiedyś natknął się na metrykę/ślad Andrzeja Puławskiego ur. ok 1853 r. syna Stanisława Puławskiego i Magdaleny Olszewskiej to bardzo proszę o kontakt.
A gdyby jeszcze ktoś kiedyś szukał metryk w dekanacie Ostrawa i natknął się na metryki Josefa Zajic i jego żony Katariny Bousze oraz ich dzieci: Marii, Barbary, Józefa i Hanny (lata 1850-1870) to też polecam się wdzięcznej pamięci.