łuczkiewicz

Może dla jakiejś odmiany ja podzielę się swoimi doświadczeniami z zakresu genealogii i zachęcę Was tutaj się udzielających do tego samego. Spróbujmy trochę zmienić w tę stronę to forum. Będzie chyba ciekawiej i korzystniej dla całej zbiorowości?

Jak szukałam i znalazłam Łuczkiewiczów

Zacznę może od linii Łuczkiewiczów. Było to nazwisko panieńskie mojej prababci Marii, zwanej Marychną. Prababcia urodziła się we Lwowie w 1893r, ale po śmierci rodziców w r. 1920r przeprowadziła się do brata Mieczysława (dr praw) do Warszawy. Lwów, idealizowany i ukochany, był zawsze obecny w jej wspomnieniach i opowieściach. Wyszła za mąż w Warszawie za oficera WP Pułku Łączności Stanisława Skulicza, który też pochodził z kresów a z tego związku urodziła się moja babcia Krysia.

Babcia wyróżniała się swoją urodą i wzrostem. Była piękną brunetką o ciemnej karnacji i oliwkowej skórze a swojego męża przewyższała wzrostem prawie o głowę. Była też prawdziwą damą wychowaną i wykształconą m.in. w lwowskiej szkole Olgi Filippi Zychowicz.

łuczkiewiczWe wrześniu 1939 r umarł mój pradziadek a dla prababci i babci zaczął się bardzo trudny czas w okupowanej Warszawie. Jego apogeum miało miejsce w roku 1944 kiedy to wybuchło Powstanie Warszawskie. Uraz psychiczny jaki pozostawiło po sobie to doświadczenie u obydwu Pań był bardzo widoczny. Po Powstaniu babcia została wywieziona do obozu pracy na terenie III Rzeszy, a prababci pozwolono opuścić obóz przejściowy w Pruszkowie tylko dlatego, że kuzynka dała jej pod opiekę swoją malutką córeczkę. W materiałach archiwalnych z 1945 udało mi się znaleźć anonsy babci, że żyje, wróciła i szuka swojej mamy. Prababcia znalazła schronienie u dalekich krewnych w Krakowie. Połączyły się szczęśliwie i wróciły do zrujnowanego mieszkania na Żoliborzu. Dokwaterowano im szybko, byłego ułana Stanisława Lindę gdyż utracił on swój dach nad głową a wymagał stałej opieki, ze względu na to, że spędził ostatnie miesiące wojny w Oświęcimiu. Między prababcią a Stanisławem zrodziło się uczucie i wkrótce prababcia wyszła za mąż i została Panią Lindową.

Niestety prababcia zmarła na kilka miesięcy przed moimi urodzinami więc musiałam się opierać w swoich dociekaniach na opowieściach najbliższych i tych niewielu dokumentach i zdjęciach, które ocalały po wojnie.

Punktem wyjścia był akt chrztu prababci spisany po łacinie we Lwowie, w parafii św. Mikołaja. Dokumenty tego typu, z terenów Galicji zwykle są bardzo bogate, gdyż zawierają adres, dane rodziców oraz dziadków dziecka, informacje o zawodach zarówno rodziców, jak i chrzestnych itd. Zaczęłam więc szukać czy są możliwości dotarcia do aktów chrztu rodzeństwa prababci z lwowskiej parafii św. Mikołaja. Ku swojemu zdziwieniu dość szybko znalazłam wspaniałe źródło metryk z terenów tzw. zabużańskich, w tym lwowskich, tzn. AGAD, https://agad.gov.pl/inwentarze/testy.html

Kolejne dni spędziłam więc na uzupełnianiu drzewa o kolejnych krewnych i analizowanie wszystkich dostępnych ksiąg z tej parafii. Jest to czasochłonne zajęcie gdyż nie ma w nich sumariuszy i trzeba po prostu przeglądać strona po stronie. Znalazłam w ten sposób większość krewnych gdyż rodziny Łuczkiewiczów, Lechów, Sanockich i Filippich mieszkały razem we własnej kamienicy na ul. Kaleczej. Dzięki rozszerzonym zapisom w metrykach bez problemu udało mi się dopasować wszystkich do odpowiednich odgałęzień drzewa. Wtedy pojawił się problem skali i pytanie jak uporządkować drzewo, w jakiej formie gromadzić dane itd. Kiedy więc w książce p. Małgorzaty Nowaczyk pt. ”Poszukiwanie przodków” dostałam płytę z programem MyHeritage postanowiłam sprawdzić czy program ten spełni moje oczekiwania.

Odpaliłam i zaczęłam mozolną naukę co, gdzie i jak w tym programie działa. Moim zdaniem jest zbyt mało intuicyjny ale generalnie ma wszystko czego mi trzeba. Wielu jest krytyków tego programu oraz zwolenników różnych teorii mniej lub bardziej spiskowych, ale ja musze przyznać, ze zawdzięczam mu nawiązanie kilku niezwykle owocnych i wartościowych kontaktów z bliższymi i dalszymi krewnymi, którzy również przy pomocy MyHeritage budowali swoje drzewa. Nazwisko Łuczkiewicz nie jest przesadnie częstym a jeśli do tego dodamy ograniczenie w postaci miejsca – Lwów, to z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że mamy do czynienia z rodziną. W ten sposób nawiązałam kontakt z kuzynem z Poznania, prawnukiem Henryka Łuczkiewicza znanego medyka, po którym zostało wiele listów, pamiętników i publikacji oraz kuzynami z innych części świata, potomkami Piotra Nikandera Łuczkiewicza. Ja jestem prapraprawnuczką Antoniego Łuczkiewicza. Wiele miesięcy poszukiwań w lwowskich parafiach pozwoliło na znalezienie kompletu metryk potwierdzających pokrewieństwo tych trzech braci, znalezienie ich trzech sióstr oraz miejsca urodzenia – Perespa, par. Tartaków, pow. sokalski.

Teraz jest trochę łatwiej gdyż dzięki „projektowi Galicja” prowadzonego pod auspicjami Małopolskiego Towarzystwa Genealogicznego można XIX wieczne metryki lwowskie przejrzeć na FamilySearch (https://www.familysearch.org/search/collection/1910265). Wpisując po prostu nazwisko otrzymujemy szereg metryk „na talerzu”.

Wracając jednak do moich Łuczkiewiczów dotarłam do Perespy w parafii Tartaków, gdzie Józef Łuczkiewicz był mandatariuszem majątku. Metryk z Tartakowa w AGAD nie było, więc musiałam z poszukiwaniami przenieść się do archiwów lwowskich. W tym celu znalazłam na portalu genealogia.okiem namiary na Jurija, Ukraińca z Łucka, który świetnie mówi po polsku i zna się dobrze na archiwach w UA. Szybciutko ustalił, jakie księgi z tej parafii są dostępne we Lwowie i przeprowadził na moje zlecenie kwerendę. Dzięki temu udało nam się jeszcze ustalić, że ojcem Józefa Łuczkiewicza był Bazyli a mamą Marianna z Borowskich. Niestety nie wiemy skąd Józef Łuczkiewicz przyjechał do Perespy, objąć stanowisko mandatariusza. Jest to niestety kłopot wielu z nas, którzy maja w swoich wywodach zarządców majątków, mandatariuszy, ekonomów, oficjalistów itp. Często zmieniali oni miejsce zatrudnienia, nierzadko zmieniając zabory i dlatego tak trudno teraz odtworzyć ich losy. Bardzo ciekawie życie oficjalistów opisuje Marcin Niewalda w książce pt. „Święta – Nieświęta. Oficjaliści prywatni i ich świat”. Dało mi to pogląd na to jak wyglądało życie i praca moich przodków w majątku ale nijak nie pomogło w dalszych poszukiwaniach.

Dwór w Perespie k.Tartakowa

Przymusowy postój wykorzystuję od dwóch lat na pogłębianie wiedzy na temat tych przodków, których udało się zidentyfikować. O Łuczkiewiczach, Kubalach, Lechach, Sanockich, Filippich i Baranowskich znalazłam masę fantastycznych informacji w m.in. w:

  • publikacjach np. Romana Łuczkiewicza „W nieznane … czyli niespodziewana podróż ze Lwowa na Syberię” i „Proces czternastu” Elżbiety Kotarskiej.
  • gazetach (polsko i niemieckojęzycznych) ze Lwowa, które są udostępnione przez Austriaków na stronie AustrianNewspapers Online: http://anno.onb.ac.at/anno-suche#searchMode=simple&from=1
  • na portalu Polona https://polona.pl/
  • w bibliotekach cyfrowych
  • w archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego gdzie znajduje się biogramy wszystkich studentów
  • w schematyzmach austro-węgierskich
  • w księgach adresowych miasta Lwowa
  • w kilkunastu tomikach Przemysława Włodka, który opisuje dzielnica po dzielnicy, ulica po ulicy i dom po domu mieszkańców i wydarzenia starego Lwowa.

Ze znalezionych materiałów dowiedziałam się np., że mój 3xpradziadek Antoni Łuczkiewicz uczył się na księdza w seminarium lwowskim. Na drugim roku został jednak wraz z kolegami aresztowany przez władze austriackie za działalność wywrotową polegającą na czytaniu zabronionych lektur (głownie Mickiewicza) oraz śpiewanie patriotycznych pieśni. Odbył się proces i chłopcy zostali skazani na więzienie oraz mieli zakaz podejmowania studiów i pracy w administracji publicznej. Co ciekawe okazało się, że w Archiwum Historycznym miasta Lwowa zachowały się protokoły z przesłuchań, które zeskanował dla mnie nieoceniony Jurij.

łuczkiewiczAntoni został więc nauczycielem prywatnym i wiele lat się z tego utrzymywał. Dopiero w okresie odwilży udało mu się uzyskać status nauczyciela, później został wybrany na burmistrza Brzeżan aż w końcu spełnił swoje marzenie i założył pierwsze Żeńskie Seminarium Nauczycielskie we Lwowie, którego został dyrektorem. Pełen życiorys tego przodka znalazłam w publikacji tegoż Seminarium wydanej rok po jego śmierci.

łuczkiewiczAntoni Łuczkiewicz wraz z gronem pedagogicznym i uczennicami Seminarium.
Źródło: Polona.pl

W gazetach oprócz nekrologów, znalazłam informacje o przynależności przodków do organizacji typu Sokół, partii politycznych, fundacji, rad, kółek itp. Oprócz tego różne ogłoszenia o sprzedaży lub dzierżawie.

W tzw. międzyczasie kolejni znajomi i krewni zrobili dla mnie zdjęcia kamienicy na Kaleczej, która stoi do dziś oraz nagrobków na Łyczakowie. A propos Cmentarza Łyczakowskiego to jego administracja odpowiada bardzo sprawnie, po polsku. Wystarczy podać nazwisko, które nas interesuje i dostaje się kartę z osobami o takim nazwisku pochowanych na tej nekropolii wraz z numerami grobu. Można też skorzystać z firmy http://pamiecbliskich.com/index.php/pl/. Problemem jest potem odnaleźć te nagrobki, gdyż duża ich część została zniszczona a część ma już nowych „lokatorów” i stare tabliczki są usunięte.

łuczkiewiczKamienica na Kaleczej we Lwowie

łuczkiewiczNagrobek Antoniów Łuczkiewiczów na Cmentarzu Łyczakowskim

Najprzyjemniejsze były jednak spotkania i rozmowy z nowo odkrywanymi członkami rodziny rozsianymi po całym świecie. Jeden polecał drugiego i tak uzupełniały się kolejne luki w drzewie. Większość podchodziła do tematu badań genealogicznych z entuzjazmem i w zamian za wyszukane i ułożone w drzewie metryki dzieliła się swoimi pamiątkami w postaci wspomnień, listów i przepięknych zdjęć. Była też oczywiście też grupa osób, którym grzebanie w przeszłości zdecydowanie nie pasuje i nie rozumieją, że kogoś może to „kręcić” ale jednak na usilne prośby przesyłali to czym dysponowali. Było też dwóch członków rodziny, którzy wcześniej robili mi test z wiedzy o rodzinie, weryfikowali miesiącami nasze pokrewieństwo i oceniali motywy. Ostatecznie jakoś udało mi się pokonać tą nieufność (którą szanuję i rozumiem) i otrzymać fantastyczne materiały z Krakowa i Londynu. Poodnajdywanie wszystkich gałęzi wśród rodzin ze Lwowa, które zostały porozdzielane wskutek akcji przesiedleńczej a potem sytuację polityczną powojennej Polski jest wyjątkowym doświadczeniem.

Monika Gierczak