Historia ksiąg metrykalnych

1

Księgi metrykalne zostały zaprowadzone w Kościele katolickim w drugiej poł. XVI w. na polecenie Soboru Trydenckiego (1545-1563). Zgodnie z duchem kontrreformacji, Sobór zalecił prowadzenie rejestrów chrztu, które były wymagane przed udzieleniem sakramentu małżeństwa. Jest także pewne, że niektóre parafie prowadziły rejestry już przed zaleceniem wyższych władz kościelnych. Jednakże w starych parafiach polskich zachowały się one zasadniczo od końca XVI w. lub od początku wieku następnego. W roku 1614 Kościół zalecił, aby prowadzono rejestrację wszystkich chrztów, małżeństw i zgonów. W niektórych jednak – szczególnie wiejskich parafiach – akta chrztów, ślubów i zgonów zachowały się dopiero od XIX w., mimo że placówki te istniały niekiedy już w poprzednich stuleciach.

Bardzo często robiono kopię (odpis) rejestrów. Zwykle w końcu roku ksiądz był zobowiązany zrobić kopię rejestrów i wysłać je do biskupa lub do odpowiedniego urzędu stanu cywilnego. Jeśli więc brak odpowiednich dokumentów w parafii, jest duża szansa, że zachowały się kopie rejestrów w archiwach diecezji (kurii), w archiwach archidiecezjalnych, lub też w archiwach państwowych. Niektóre polskie archiwa zostały wywiezione w czasie drugiej wojny światowej do Niemiec i nie zostały zwrócone do tej pory.

W metrykach chrzcielnych można czasem odnaleźć nazwiska nauczycieli, o ile w danym okresie istniała szkoła. Dziś mogą szokować lub wręcz bawić okoliczności pojawienia się tych postaci w archiwaliach. Otóż istniał w dawnych wiekach zwyczaj, a może przesąd, że biedny chrzestny przyniesie dziecku szczęście. A właśnie nauczycieli uważano za biednych, więc często ich proszono jako chrzestnych i wtedy w metryce po nazwisku notowano rector scholae – kierownik szkoły lub cantor – jako nauczyciel śpiewu, albo też klecha -jako pomocnik nauczyciela.

Przy wielu kościołach w dawnych wiekach znajdowały się szpitaliki czy raczej hospicja dla biednych, bezdomnych i starszych osób. Oni także często byli proszeni na chrzestnych – jako najbiedniejsi. W akcie chrztu po ich nazwiskach dodawano uwagę: ex xenodochio – ze szpitala. Stąd też ze wspomnianych ksiąg dowiedzieć się można również, gdzie istniały przytułki (zwłaszcza dla starców), których pensjonariusze utrzymywali się zwykle z jałmużny. Rzadko hospicja te miały jakieś fundusze z zapisów na utrzymanie podopiecznych.

Cechą charakterystyczną większości ksiąg prowadzonych w parafiach katolickich jest używanie dla celów rejestracji języka łacińskiego. Prócz tego wszelkie wydawane dokumenty sporządzane były w tym języku. Wyjątek stanowią księgi prowadzone przez te parafie na Wołyniu, które w czasie rozbiorów leżały w Kongresówce, czyli na obszarze zaboru rosyjskiego. Do 1918 roku rejestracja prowadzona była w języku rosyjskim. Potem naturalną koleją rzeczy język zaborców został zastąpiony polskim. Akta metrykalne z XVII i XVIII w., pisane po łacinie, charakteryzują się dużą zwięzłością. Natomiast od czasu powstania Księstwa Warszawskiego, na ziemiach polskich wprowadzono zasady Kodeksu Napoleona, zgodnie z którym proboszczowie pełnili równocześnie funkcję urzędników stanu cywilnego. Nakazano wówczas sporządzanie duplikatów ksiąg metrykalnych – w tym czasie już prowadzonych po polsku i to według bardzo szczegółowych formularzy. Wprowadzono wtedy także podpisy w księgach metrykalnych, a mianowicie rodziców, świadków, chrzestnych, nowożeńców i świadków zgonu. Na tej podstawie można się zorientować ilu zainteresowanych i kto w tamtych wiekach umiał pisać. Na wsiach była to bardzo rzadka umiejętność, zwykle więc tylko proboszcz podpisywał te dokumenty. Po powstaniu styczniowym akta metrykalne były sporządzane po rosyjsku, dotyczyło to także podpisu proboszcza, inni natomiast podpisywali się po polsku.

Księgi parafii katolickich prowadzone były na ogół w sposób staranny i mimo odręcznego sposobu rejestracji nie ma kłopotów z właściwą interpretacją wpisów. Jednak od każdej reguły muszą istnieć wyjątki. Zdarzają się księgi, których treści wpisów są dla „niewprawnego oka” po prostu niemożliwe do odczytania. Dokumenty sporządzane w jednej z wołyńskich parafii w dodatku w języku rosyjskim (Torczyn w pow. równeńskim), można śmiało nazwać gryzmołami. Taki stan wpisów tłumaczyć można tym, że dokonywał ich organista. Ponadto parafie prowadziły rejestrację w kilku egzemplarzach ksiąg. Księgi „pierwsze” (unikatowe) i „wtóre” zawierały wpisy dokonywane pismem kaligraficznym. Przeznaczone były dla prezentacji w trakcie wizytacji biskupich lub dekanalnych. Księgi „trzecie” były już traktowane inaczej. Na ich podstawie wydawane były odpisy i dlatego na marginesach aktów można było dokonywać różnego rodzaju zapisów. W dużych parafiach prowadzono też księgi „czwarte”, które traktowano jak brudnopisy.
Przyjęło się uważać, że posiadane zasoby ksiąg metrykalnych w archiwum są egzemplarzami ksiąg pierwopisowych (unikatów) i „wtórych”. Wyjątek stanowią księgi parafii lwowskich. Są one dla odmiany księgami „trzecimi”, a może nawet „czwartymi”. Świadczy o tym charakter pisma, którym sporządzane były akty (mało czytelny np. w parafii św. Marii Magdaleny lub św. Antoniego). Część wpisów innych parafii, np. Matki Bożej Śnieżnej w latach 30. sporządzona została już pismem maszynowym. Lwowskie Archiwum Miejskie posiada kompletny zbiór ksiąg metrykalnych wszystkich parafii, łącznie z indeksami osobowymi. Są to faktyczne księgi unikatowe. Strona ukraińska przekazując do Polski księgi, zachowała dla siebie te „lepsze”. Wytłumaczeniem może być tylko fakt, że przekazane nam księgi posiadają na obwolutach kartusze świadczące o tym, że dysponentem zbiorów było NKWD…

Typowa strona księgi zawiera 5÷15 aktów. Czasami z oszczędności wpisywano więcej aktów, zawsze jednak ze szkodą dla czytelności i przejrzystości wpisów. Akty sporządzane były pismem ręcznym.